"I belive I can fly" - często dźwięczy mi w uszach ta niezwykła piosenka R. Kelly'a, wpisana zresztą na listę pięcius...

06:07:00 by Kamil Czajkowski
"I belive I can fly" - często dźwięczy mi w uszach ta niezwykła piosenka R. Kelly'a, wpisana zresztą na listę pięciuset najlepszych utworów wszechczasów według magazynu Rolling Stone. Była ona tłem do filmowej sceny, na której młody Michael Jordan grając w koszykówkę na swoim podwórku marzy o karierze zawodnika NBA. Jeśli tylko mocno czegoś pragniesz, osiągniesz to. Ograniczenia nie istnieją. To teza bardzo wielu amerykańskich filmów, książek, wykładów i szkoleń poświęconych motywacji. Jeśli tylko w to wierzysz, możesz nawet pofrunąć. Ludzie lubią się karmić taką psychologią braku ograniczeń i wszechmocy. Ja zawsze, gdy słyszę tego typu stwierdzenia, z niepokojem mam przed oczami obraz miologicznego Ikara - wielkiego symbolu zawiedzionych marzeń. Chłopca oszukanego przez psychologię sukcesu,  tonącego bezradnie w odmętach morza porażki, przeszkód nie do sforsowania i własnej słabości. Na czym polega niebezpieczeństwo tak pojętej psychologii motywacji i czy aby na pewno chcieć oznacza móc?

Trener który zagrzewa zawodnika do walki lub chce zmotywować do nieustawania w treningu, nauczyciel pragnący zachęcić ucznia do uwierzenia we własne siły i zaliczenia trudnego egzaminu, terapeuta pragnący pomoc pogrążonej w depresji osobie, zmusić ją do podjęcia wysiłku sparaliżowanej chorobą woli - to wszystko sytuacje, w których psychologia motywacji w opisywanym powyżej ujęciu ma zastosowanie i przynosi bardzo wymierne efekty. Gdy widzisz, że ktoś osłabł w motywacji, gdy potrzebujesz podnieść go na nogi, zachęcić do wiary w siebie w obliczu przeciwności i do wysiłku w obliczu trudności, w każdej z tych sytuacji doskonale możesz posłużyć się hasłami typu: "Jeśli tylko chcesz, możesz to osiągnąć". Dlaczego jednak nie można z takich haseł uczynić filozofii życiowej i oprzeć na niej swojego światopoglądu? Dla tego samego powodu, dla którego nie wolno leczyć poważnych chorób zwalczając jedynie ich objawy. Tabletka na ból głowy przynosi ulgę - owszem, ale niedobrze by się stało, gdyby człowiek chciał nią wyleczyć narosłego na mózgu tętniaka. Do tego potrzebna jest skomplikowana chirurgiczna operacja i długa rekonwalescencja. Tabletka przyniesie ulgę, ale nie rozwiąże problemu. Tak samo psychologiczna pierwsza pomoc, jaką jest psychologia motywacji w opisywanym ujęciu, nie może stać się terapią poważnych życiowych problemów i nie jest w stanie regulować naszego życia psychicznego. Nie można przecież jechać cały czas na tabletkach przeciwbólowych.

"Jeśli tylko wystarczająco mocno pragniesz sukcesu osiągniesz go" - piękne, pomocne i niewinne stwierdzenie. Pozornie. Spróbujmy odwrócić jego znaczenie. "Jeśli nie osiągnąłeś sukcesu w życiu to znaczy, że tak naprawdę tego nie chciałeś". Domyślnie: "Sam jesteś sobie winny swojej sytuacji". To już nie brzmi tak niewinnie. Trudno byłoby powiedzieć te słowa patrząc w oczy wykolejonemu życiowo młodemu człowiekowi, który na swój życiowy start dostał patologiczną rodzinę, gangsterskie środowisko rówieśnicze i brak perspektyw edukacyjnych. Trudno przechodzi to przez gardło, gdy mamy przed sobą pokrzywdzonych przez los, chorych, pogrążonych w depresji, poranionych zniaszczonymi związkami ludzi odnoszących wielkie życiowe porażki. Trudno powiedzieć im: "Za mało chcieliście", "Zbyt mało wierzyliście w sukces", "Zasłużyliście sobie na to, skoro tak mało wysiłku włożyliście w zmianę swojego życia". Takie myślenie niesie za sobą niebezpieczne konsekwencje w postaci braku tolerancji dla słabości innych. Przekonania, że nie należy pomagać słabym, biednym i poranionym, gdyż sami sobiewinni. "Gdyby tylko chcieli...". Ale równie niebezpieczny jest brak tolerancji dla własnych słabości. Taka postawa o prowadzi nas do załamania i depresji. Upadki bowiem dzieją się czasem w życiu niezależnie od nas. Nieważne jak bardzo chcemy, czasem słońce topi wosk naszych pragnień i myśli o sukcesie, a wtedy niczym mitologiczny Ikar lecimy głowa w dół. Życie przynosi nieraz przeszkody obiektywnie za duże, by stawić im czoła. Nie wszystko jesteśmy w stanie osiągnąć - nawet pragnąc tego najmocniej. O ile w momencie kryzysu tego typu motywacja samego siebie pomaga doraźnie, o tyle karmienie się psychologią sukcesu i przesadne ładowanie wiara we własną wszechmoc, grozi upadkiem z bardzo wysoka.

Świadomość swoich słabości i ograniczeń, wiedza o tym, że w życiu zdążają się przeszkody nie do pokonania i akceptacja własnej ułomności oraz niewystarczalności - to zupełnie odmienne podejście do własnej motywacji. Umiejętność przeżywania porażki, zamiast nastawiania się jedynie na sukces. Oddzielenie własnego szczęścia od konieczności osiągnięcia sukcesu. Zdolność przeżywania tego szczęścia także w obliczu porażki i rozczarowania. Pokora wobec życia i jego kaprysów. Obecna w filozofii dalekiego wschodu akceptacja rzeczywistości takiej jaka jest, bez porywania się na niemożliwe, zamiast obecnego w zachodnim myśleniu ładowania się pragnieniem sukcesu, bez osiągnięcia którego jesteśmy niczym. Świadomość i akceptacja własnej słabości czyni naszą psychikę o wiele silniejszą niż psychologia motywacji bez ograniczeń.

Bardzo lubię modlitwę amerykańskiego pastora Reinholda Niebuhra, którą wykorzystają często grupy wsparcia anonimowych alkoholików, a ci akurat wiedzą co to prawdziwa motywacja do przeciwstawienia się przeciwnościom: "Boże, daj nam pokorę, byśmy przyjęli w pokoju to, czego zmienić nie możemy, daj nam odwagę, aby zmienić to, co powinno być zmienione, i daj nam mądrość, abyśmy umieli odróżnić jedno od drugiego." Przedkładam mądrość tych którzy ponieśli porażkę nad wszystkie motywacyjne przemowy nawet najbardziej płomiennych mówców, którym udało się osiągnąć sukces.

0 komentarze:

Prześlij komentarz